Decyzja Ministerstwa spotkała się z zadowoleniem ze strony Krakowskiego Stowarzyszenia Obrony Zwierząt. – Krakowskie dorożki nie mają nic wspólnego z kulturą w jej właściwym znaczeniu – podkreśla Agnieszka Wypych, prezes KSOZ. Jak zaznacza, cała inicjatywa miała na celu przede wszystkim ochronę opłacalnego procederu wykorzystywania koni do pracy zarobkowej, a nie zachowanie wartości kulturowych.
Stowarzyszenie od lat argumentuje, że dorożkarstwo nie spełnia kryteriów niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Zdaniem jego przedstawicieli nie niesie ono ze sobą trwałych wartości moralnych, estetycznych ani duchowych, a opiera się na traktowaniu zwierząt w sposób sprzeczny z ich dobrostanem. Wskazywany jest również fakt rosnącej społecznej krytyki tego zjawiska oraz zmieniającej się wrażliwości mieszkańców i turystów.
KSOZ przypomina, że od dziewięciu lat domaga się całkowitego zakazu funkcjonowania dorożek konnych w Krakowie. Wskazuje przy tym na liczne wypadki z udziałem koni, pracę zwierząt w wysokich temperaturach oraz zagrożenia dla bezpieczeństwa mieszkańców i turystów. Organizacja podnosi także argument, że obowiązujące regulacje są niewystarczające i mają często charakter pozorny.
W przeszłości Rada Miasta Krakowa kilkukrotnie odrzucała inicjatywy obywatelskie oraz apele dotyczące wprowadzenia zakazu dorożek lub przeprowadzenia referendum w tej sprawie. Mimo to temat regularnie wraca do debaty publicznej. Ostatnio stowarzyszenie wystąpiło do prezydenta Krakowa z petycją w sprawie uruchomienia pilotażowego programu dorożek elektrycznych jako alternatywy dla zaprzęgów konnych.
Decyzja Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego kończy starania o uznanie krakowskich dorożek za element niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Zdaniem przeciwników tego rozwiązania to ważny sygnał, że ochrona tradycji nie może odbywać się kosztem etyki, dobrostanu zwierząt i społecznej akceptacji.





















