Czwartek, 26 lutego | Imieniny: Aleksandra, Mirosława, Dionizego
26.02.2026 | Czytano: 70

Podejrzany o brutalne okaleczenie zwierzęcia w rękach policji. Sprawa Marcysia poruszyła Kraków i nie tylko

Policjanci zatrzymali 21-letniego mężczyznę podejrzanego o znęcanie się nad królikiem, który w połowie lutego został odnaleziony okaleczony i ledwo żywy w rejonie Dworca Głównego w Krakowie. Sprawa, która wstrząsnęła opinią publiczną, znalazła swój dalszy ciąg po kilkunastu dniach intensywnych czynności operacyjnych.

Podejrzany o brutalne okaleczenie zwierzęcia w rękach policji. Sprawa Marcysia poruszyła Kraków i nie tylko
Do zatrzymania doszło 25 lutego w mieszkaniu w centrum miasta. Funkcjonariusze Komisariatu Policji I w Krakowie ustalili, że to właśnie ten mężczyzna mógł odpowiadać za obrażenia zwierzęcia. Początkowo 21-latek zaprzeczał, by miał jakikolwiek związek ze sprawą, jednak w trakcie dalszych czynności przyznał, że wcześniej opiekował się królikiem. Podczas przeszukania mieszkania policjanci znaleźli także marihuanę oraz ostry przedmiot, który – jak później przyznał zatrzymany – posłużył do okaleczenia zwierzęcia.

Dramatyczne odkrycie w rejonie dworca

Historia zaczęła się 11 lutego, gdy spacerująca kobieta zauważyła w zaroślach nieopodal Dworca Głównego małego królika. Zwierzę było w stanie skrajnego wycieńczenia i miało liczne, poważne obrażenia. Kobieta natychmiast zabrała je do całodobowej lecznicy weterynaryjnej.
Diagnoza lekarzy była wstrząsająca. Królik miał celowo obcięte uszy – równo, na podobnej wysokości – rozległą ranę ciętą na grzbiecie z odsłoniętą powięzią i mięśniami, obrażenia pyska, złamaną jedną kończynę i zwichniętą drugą. Zwierzę było skrajnie wychudzone, z objawami kacheksji, miało zaropiałe oczy oraz odparzenia w okolicy urogenitalnej. Weterynarze nie mieli wątpliwości, że obrażenia nie powstały przypadkowo i były efektem celowego działania człowieka.

„Marcyś” i ogromne poruszenie społeczne

Królik - nazwany został Marcyś - mimo dramatycznego stanu wykazywał wolę życia. Już w lecznicy zaczął samodzielnie jeść i pić, a z czasem także poruszać się, ciągnąc tylne łapki. Jego historia szybko obiegła media społecznościowe i wywołała ogromne poruszenie.

W sparwę zaangażowało się Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, które informowało o stanie zdrowia Marcysia i apelowało o pomoc. Odzew mieszkańców był ogromny – do organizacji zaczęły napływać dary, karma, środki higieniczne oraz wpłaty na leczenie i rehabilitację. Wolontariusze mówią wręcz o „efekcie Marcysia”, dzięki któremu wiele osób dowiedziało się, że pod ich opieką znajdują się także króliki i inne drobne zwierzęta.

Nowy dom i dalsze leczenie

Po kilku tygodniach leczenia Marcyś opuścił lecznicę i trafił do nowego, doświadczonego domu. Opiekę nad nim przejęła kobieta mająca doświadczenie w opiece nad zajęczakami. Królik szybko zaczął się aklimatyzować – jest kontaktowy, ma ogromny apetyt i uczy się korzystania z kuwety. Nadal jednak pozostaje pod opieką weterynaryjną, a koszty leczenia i rehabilitacji są pokrywane w ramach adopcji wirtualnej.

Odpowiedzialność karna

Zatrzymany 21-latek pozostaje w dyspozycji policji. Trafił również do placówki medycznej na konsultację. W najbliższym czasie może usłyszeć zarzut znęcania się nad zwierzęciem, za co grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo odpowiadać może za posiadanie nielegalnej substancji.

Sprawa Marcysia stała się symbolem okrucieństwa wobec zwierząt, ale też przykładem ogromnej solidarności i wrażliwości mieszkańców, którzy pokazali, że na krzywdę najsłabszych nie ma społecznego przyzwolenia. Za wskazanie opracy ludzie ufundowali nawet nagrodę pieniężną w kwocie 13500 zł
Źródło Małopolska Policja, KTOZ, opr. wai
Reklama

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Partnerzy malopolskaonline.pl