Powodów do radosnego śmiechu było w Jatkach jeszcze sporo. Artysta, pochodzący z utalentowanej rodziny, której przedstawiciele prezentowali wcześniej swoje prace w galerii - opowiadał o początkach swojej drogi rzeźbiarskiej.
Gdy zaczął parać się rzeźbą i odlewami chciał nadać swoim pracom odpowiedni kolor. - Żeby były takie fajne, niebieskie. Zadzwoniłem do wujka i pytam go jak robi się taki nalot. On mi mówi, że potrzebna jest "wątroba" - opowiadał.
Wujek-artysta sądząc, że młody rzeźbiarz wie, iż ma na myśli kompozycję tlenków - nie przewidział, że Bartosz weźmie radę dosłownie.
- Poleciałem do sklepu, kupiłem wielką wątrobę, zawinąłem w nią rzeźby i czekałem dwa tygodnie. Jak otworzyłem worek, to mało nie zemdlałem - wspominał.
s/ zdj. arch. galerii























