- Zdobyliśmy w pierwszej połowie jednego gola, ale mieliśmy jeszcze przynajmniej dwie stuprocentowe sytuacje. Nie udało się pokonać bramkarza gospodarzy. Ta faza meczu zdecydowanie pod nasze dyktando i pod pełna kontrolą. Nie przypominam sobie, żeby drużyna Glinika w jakikolwiek sposób zagroziła nam – przekonuje trener.
Druga połowa to już przewaga gości, którzy zdobyli jednego gola, ale mogli dorobek bramkowy powiększyć. Zabrakło ciut szczęścia, a może zimnej krwi w decydującym momencie.
- Drugie trzy kwadranse to spokojna i konsekwentną gra w naszym wykonaniu – mówi Marek Żołądź. – Gdy zdobyliśmy drugiego gola. Glinik się otworzył. K. Dudek mógł zostać bohaterem meczu, gdyby wykorzystał dwie „setki”. Przegrał oba pojedynki z bramkarzem. Gospodarze nie zagrozili nam. Rozegraliśmy super zawody. Wreszcie mogliśmy zagrać na piłkarskiej płycie. Bardzo duże boisko i równe. Mogliśmy pokazać wszystkie swoje atuty.
Stefan Leśniowski, zdj. Rafał Gąsior



















