- Odcinki nie należały do trudnych – twierdzi – ale jechaliśmy systemem non stop, bez zatrzymywania się na nich. To sprawiło, iż wielu jeźdźców, wydawałoby się na prostych sekcjach, łapało piątki. Było upalnie, ale myśmy jeździli po lesie, to też skwar nie był tak odczuwalny. Teren momentami śliski, na niektórych odcinkach było błoto. Jak 110 zawodników przejechało sekcje, to była masakra. Parę razy zerwałam taśmę, na prostych odcinkach. Zajechałem za szeroko. To była porażająca sytuacja. Z tego powodu jestem średnio zadowolony z występu. Mogłem pojechać lepiej.
Zaskoczeniem był wynik Litwina. W Nowym Targu niezbyt dobrze radził sobie z sekcjami, a tu nagle wyskoczył jak Filip z konopi. – Odcinki wybitnie były pod niego – twierdzi Oskar Kaczmarczyk. - Dobrze czuł się w terenie. Super mu poszło. Wszyscy byli zaskoczeni.
Zadowolony z występu swoich podopiecznych był trener AMK Gorce, Rafał Luberda. – Pojechali świetnie – przekonuje. – Podobać się mogła jazda Oskara i braci Michała i Jakuba Łukaszczyków. O kolejności decydowały niuanse, jedna czy dwie podpórki. Rośnie nowe pokolenie trialowców i z nich jestem ogromnie zadowolony. W klasie młodzika cztery pierwsze miejsca przypadły moim zawodnikom. Wygrał, po raz pierwszy, Maciej Steakal, który wyprzedził Daniela Nykazę oraz Bartosz Korczaka i Jana Gąsienicę Daniela. Ten ostatni pochodzi z Zakopanego i udowodnił, że ma charakter do tego sportu. Doznał kontuzji kostki, ale się uparł, że dojedzie do mety. Ze łzami w oczkach ukończył rajd i do tego na wysokim czwartym miejscu. Kapelusze z głów. Zaś w Pucharze Polski Krzysztof Guroś obronił pierwszą pozycję. Klub ma więc powody do radości.
Stefan Leśniowski




















