- Bardzo fajna zabawa – potwierdza Kasper Bryniczka. – Pierwszy raz z czymś takim się spotykam. To kolejne po ściance wspinaczkowej przeżycie, kolejny urozmaicony trening. – Dobra zabawa, integrująca zespół – twierdzi prezes Agata Michalska.
Hokeiści Podhala na dwie godziny przebrali się w mundury wojskowe i dostali do ręki broń. Mogli sobie postrzelać, ale nie do bramki jak to czynią w sezonie na co dzień, lecz do kolegów. Do wspólnej zabawy przyłączył się drugi trener Marek Rączka, który wprowadził swój zespół do finału. Były cztery drużyny i dwie najlepsze, po pucharowych bojach, zawalczyły o zwycięstwo. Najlepsza okazała się drużyna dowodzona przez Bratka Niesłuchowskiego.
Kierownik zespołu Stanisław Pala nie dał się nakłonić do wzięcia udziału w strzelaninie. - Jeśli będą ostre naboje, to z chęcią skorzystałbym z zaproszenia – odparł.
W paintballu nie używa się ostrej amunicji, lecz kulek wypełnionych farbą. Paintball to gra, polegającej na prowadzeniu pozorowanej walki przy użyciu urządzeń przypominających kształtem i zasadą działania broni pneumatycznej.
- Odchodzimy od nazwy broń, by nie było to kojarzone z militariami – mówi szef Tatrzańskiego Parku Rozrywki w Poroninie, Józef Gutt. –To są markery. Za pomocą sprężonego powietrza o ciśnieniu wyrzucane są z niej kulki wypełnione farbą. Trafienie przeciwnika, podczas którego kulka rozbija się, pozostawiając kolorowy ślad na ciele przeciwnika, powoduje jego eliminację z gry. Przyjęło się powszechnie, iż maksymalna prędkość wylotowa kulki, zapewniająca bezpieczną grę, odpowiada prędkość ca 95 m/s. Jest to bezpieczny sport. Jedynym zagrożenie są oczy, ale ochrania się je goglami.
Niektórym zapewne przypomniały się młodzieńcze lata. Jak choćby niżej podpisanemu. Zabawa w podchody była bardzo popularna. Tylko plac zabaw został zmieniony, na profesjonalny, ale nie umiejętność schowanie się, spryt, spostrzegawczość, cwaniactwo...
– Tutaj widać kto jest spryciarzem, kto potrafi trafnie ocenić sytuację. To tak jak na lodzie – komentował na gorąco Marek Ziętara.
Stefan Leśniowski, zdj. Michał Adamowski
















































