- Nie zamierzam rezygnować, bo otrzymałem zadanie do wykonania i pragnę się z tego wywiązać – powiedział sternik związku katowickiemu Sportowi. Dał jasny sygnał, iż ze stanowiska nie zrezygnuje. Ma za nic to, że przeważająca większość go nie toleruje. Widzi w nim człowieka Hałasika, prezesa, którego jedynym wymiernym efektem pracy jest obecny bałagan w związku i ogromne zadłużenie ( ca 4 mln. zł). Z zawodu jest mecenasem i sprawy prawne ma w jednym paluszku, toteż w statutowych kruczkach czuje się jak ryba w wodzie. Tymczasem poprawki statutowe nie zostały zatwierdzone przez sąd, a w myśl obowiązującego, nie może dojść do zjazdu. Mecenas zdaje sobie sprawę co traci w przypadku, gdyby opozycja przejęła rządy. Nie tylko stanowisko, ale także reputacje prawniczą. Dlatego prosi o czas i zaufanie. – Wiem jak wyjść z kryzysowej sytuacji – mówi. Szczegółów już nie zdradza, a przecież 4 mln. złotych długu, to nie bułka z masłem. Jeżeli chce, by mu uwierzono, musi przedstawić program naprawczy, a tego nie robi. Zaznacza też, że jest otwarty na konstruktywny dialog z opozycją. – Jestem otwarty na wszelkie propozycje, sugestie i pomoc - mówi.
A co z gabinetem cieni? Podobno taki funkcjonuje, a prezes związku drwi sobie z niego.
Stefan Leśniowski, zdj. Michał Adamowski



















