Jeszcze nie tak dawno spotkanie Podhala z Cracovią byłoby hitem kolejki. Czasy się zmieniają. Oba zespoły dzieli punktowa przepaść w tabeli. Nic więc dziwnego, że tłumów na widowni, jak niegdyś, nie było, a krakowianie pewnie zainkasowali komplet punktów.
Cracovia od początku nadawała ton wydarzeniom na tafli, a górale, w miarę swoich możliwości, popróbowali się odgryzać rywalowi. Różnica polegała na tym, że goście błędy przeciwnika potrafili wykorzystać, „szarotki” już nie. Gospodarze tracili gole bądź po starcie krążka w tercji ataku i kontratakach, albo po przegranych wznowieniach, bądź po odbiciu krążka od bandy i dobitce do „pustaka”, bądź też po objechaniu bramki i tzw. strzale od zakrystii. Była też „patelnia”. Po „petardzie” Łabuza (25 min.), nie do obrony, mieliśmy ciekawy fragment gry. Akcja za akcję. Podhale dostało wiatr w żagle. Miało swoje szanse na kolejne gole, ale nie potrafiło wykorzystać nawet sytuacji sam na sam. Z tej wymiany ciosów obronną ręką wyszli doświadczeni goście, którzy potem spokojnie punktowali górali.
MMKS Podhale Nowy Targ – Cracovia 1:6 (0:1, 1:3, 0:2)
0:1 – D. Laszkiewicz – Rutkowski (6:38)
0:2 – Dvorzak – Kłys – Kostourek (20:43)
1:2 – Łabuz – D. Kapica (24:28)
1:3 – Chmielewski – Kozłowski (33:30)
1:4 – Kozłowski – Chmielewski (38:58)
1:5 – Rutkowski - Wajda – Dąbkowski (42:28)
1:6 - Kostourek (55:34)
Tekst Stefan Leśniowski, zdj. Michał Adamowski







































