– Gołębie czują się współgospodarzami Krakowa – mówi pan Bartek. – Są tu dłużej niż niejeden mieszkaniec z meldunkiem. Mają swoje przyzwyczajenia, swoje miejsca i – co najważniejsze – swoje zdanie.
A zdanie mają jedno: „dajcie nam żyć”.
Jeszcze gorzej, gdy ktoś „dokarmia” po swojemu. – Ziarno z niespodzianką – mówi pan Bartek. – Jeden z gołębi zjadł i… no cóż, do dziś unika samic. Trauma.
Do tego dochodzą zabezpieczenia budynków. Siatki, kolce, druty – prawdziwy miejski tor przeszkód. – Gołębie pytają wprost: gdzie mamy usiąść? Na Rynku nie wypada, na parapecie nie można, na gzymsie kolce… To gdzie? W powietrzu mamy spać? – przekazuje ich oburzenie nasz rozmówca.
Największe emocje budzą właśnie metalowe kolce. – „Czy ktoś z was próbował usiąść na czymś takim? Dźgnęliście się kiedyś w kuper czy w oko?” – pytają ptaki. I trudno odmówić im racji – testowanie tego rozwiązania na własnej skórze raczej nie należy do przyjemności.
Na dokładkę – antykoncepcja. – Gołębie twierdzą, że to zamach na ich podstawowe prawa – mówi pan Bartek. – I co ciekawe, szybko nauczyły się omijać „podejrzane” karmniki.
Mimo wszystko krakowskie gołębie nie zamierzają się wyprowadzać. – „Nie tu, to gdzie indziej” – mówią. A jeśli nie mogą załatwić się na parapecie… cóż, zawsze pozostaje plan B, realizowany już w locie. Patrząc na determinację skrzydlatych mieszkańców Krakowa, można przypuszczać, że jeszcze nieraz o sobie przypomną. Najpewniej z powietrza.





















