Do podobnego zdarzenia doszło dzień później, 19 listopada. Tym razem 47-letnia pasażerka odlatująca do Manchesteru oświadczyła przy stanowisku odprawy, że w jej rejestrowanym bagażu znajduje się bomba. Po interwencji Straży Granicznej kobieta również wyjaśniła, że był to żart. Jej bagaż został sprawdzony przy użyciu urządzeń rentgenowskich – nie znaleziono żadnych przedmiotów zabronionych.
W obu przypadkach konsekwencje okazały się jednak bardzo realne. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna zostali ukarani mandatami w wysokości 500 zł na mocy art. 210 ust. 1 pkt 5a ustawy Prawo lotnicze. Co więcej, decyzją kapitanów samolotów oboje nie zostali dopuszczeni do lotu, tracąc możliwość odbycia podróży.
Opisane zdarzenia stanowią przypomnienie, że lotniska funkcjonują według surowych i jednoznacznych procedur bezpieczeństwa. Każda informacja o potencjalnym zagrożeniu – niezależnie od tego, czy wypowiedziana jest „dla żartu” – uruchamia natychmiastowe działania służb. To angażuje zasoby, generuje koszty, opóźnienia oraz może zakłócać pracę całego portu lotniczego.
Pasażerowie muszą mieć świadomość, że podobne „żarty” nie tylko nie są zabawne, ale stanowią naruszenie prawa i mogą prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych i finansowych oraz utraty możliwości odbycia podróży. W przestrzeni lotniskowej każde słowo dotyczące materiałów wybuchowych traktowane jest śmiertelnie poważnie – i tak powinno pozostać.





















