Dwa razy Mazurek Dąbrowskiego po drugiej stronie świata
– To jest coś niesamowitego, nie mogę w to uwierzyć – zwierzyła się zawodniczka, pochodząca z Kłodnego koło Limanowej. – Długo się zastanawiałam czy jestem w stanie powtórzyć to, co wczoraj na kanadyjce, bo mój poziom sportowy był wysoki. Martwiłam się czy wystarczy go na moją koronną konkurencję, w której narzuciłam sobie presję. Nie spodziewałam się takiego scenariusza. W finale leciało mi się idealnie, rok po igrzyskach olimpijskich taka sytuacja. Chyba dobrze odrobiłam lekcję z tamtej imprezy. Jeśli chce się wygrywać, trzeba pływać pewnie. To niesamowite, że jesteśmy z drugiej strony planety i dwa razy słuchamy Mazurka Dąbrowskiego. To wszystko na terenie Jessiki Fox, multimedalistki olimpijskiej i mistrzostw świata – wyznała Małopolanka.
Klaudia na zawsze zapisała się w sportowych kronikach, nie tylko kajakarstwa górskiego. To jest wspaniała promocja pięknej i niezwykle trudnej dyscypliny olimpijskiej, ale także Małopolski, z której pochodzi i z którą Klaudia zawsze się utożsamia. Kibicuję i życzę dalszych sukcesów – zauważył wicemarszałek Witold Kozłowski.
– Wiemy przez co przechodziliśmy w tym sezonie, co zrobiliśmy, żeby tu dotrzeć. Wydarzyło się coś pięknego, bo zdobyć dwa złota w dwóch różnych konkurencjach jest niesamowitym wyczynem. Po spokojnym półfinale, przyspieszyła w najważniejszym starcie. Pojechała jak po sznurku, patrzyło się na to niesamowicie – skomentował Jakub Chojnowski, trener główny reprezentacji Polski w slalomie kajakowym.
Rafał Polaczyk podsumował mistrzostwa w Penrith w zabawny sposób. - Nie wiem czy jest sens tu jeszcze wracać. W tym roku wyspę, przy której znajduje się tor, nazwano Fox Island imieniem Jessiki Fox. Może teraz trzeba zmienić ją na Klaudia Zwolińska Island?
Dwa punkty karne za dotknięcie palika
Mateusz Polaczyk doskonale spisywał się w tym sezonie, zdobywając brązowy medal klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W półfinale nie ustrzegł się błędu i dotknął jednej z bramek. To kosztowało go brak awansu do finału. Do najlepszej dwunastki zabrakło mu zaledwie 0,04 sekundy. – Perypetie w Australii przez ostatni tydzień przyprawiały mnie o zawrót głowy. Jestem rozczarowany, bo byłem tak blisko finału. Z drugiej strony 13. miejsce na świecie, to nie taka tragedia. Aż tak źle tego wyniku nie oceniam. Jechałem poprawnie, na końcu dostałem dwa punkty karne. Zamiast pojechać luźniej, usztywniłem się i dotknąłem palika. Taki jest sport. To byłaby piękna historia, bo dziesięć lat temu w Londynie zdobyłem medal i to była fajna okazja, by to powtórzyć. Zabrakło takiej wisienki na torcie w tym sezonie – tłumaczył Polaczyk.
Partnerami Polskiego Związku Kajakowego są Lotto i PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
W sobotę ostatni dzień mistrzostw świata w Australii. Do rywalizacji staną zawodnicy w kayak crossie. Do biegów head-to-head zakwalifikował się komplet Polaków z próby czasowej: Aleksandra Góra, Dominika Brzeska, Zwolińska, Polaczyk, Jakub Brzeziński i Tadeusz Kuchno. – Jeszcze jednym medalem nie pogardzimy – zapowiadają trenerzy.





















