Rywalizacji na Rynku Głównym przyglądało się kilkanaście tysięcy kibiców, którzy znakomicie się bawili. Gdy trzeba było wykonali popularne rytmiczne klaskanie „Glasgow”, wespół z konferansjerem. Byli cicho na starcie każdego biegu, zachowując szacunek dla zawodników. - Czułam bardzo pozytywną energię. Podekscytowana byłam już samą myślą o starcie w tym mieście. Do Krakowa przyjechała cała światowa czołówka. To były najlepiej obsadzone zawody PŚ w tym roku. Kibice mieli zatem co oglądać – podsumowała Mirosław.
Układ nerwowy nie nadążył
- Jestem medalistką olimpijską i ludzie oczekują ode mnie, że zawsze będę wygrywać. Gdyby nie to, że zawody były w Krakowie, to bym jeszcze nie wystartowała w Pucharze Świata. Mam za sobą bardzo ciężkie studia w Edynburgu i nie miałam czasu na treningi. Bardzo mi zależy na starcie w ducie z moją siostrą w sierpniu. Będzie fajnie, jeśli tylko kolana mi na to pozwolą – oceniła Aleksandra.
Natalia była niepocieszona po zajęciu czwartego miejsca. – Jestem zła, popełniłam jeden błąd w pojedynku z Olą Mirosław. Jestem za szybka na moją głowę. Układ nerwowy nie nadąża. Miałam ciężką drabinkę w Krakowie. Mam nadzieję, że uda mi się wszystko posklejać i pokaże pełnię możliwości we wrześniowych mistrzostwach świata w Seulu – wyznała Natalia, którą od siostry odróżnia charakterystyczny warkocz, z wplecioną biało-czerwoną wstążką. Tarnowianka wybiera się do Chamonix, gdzie za tydzień czekają ją wieczorne zawody PŚ.
W finale kobiet Desak Made Rita Kusame Devi pokonała Emmę Hunt. Wśród mężczyzn Nursamsa zwyciężył swojego rodaka Kiromala Katibina, uzyskując najlepszy czas zawodów – 4,738 setnych sekundy.
W uroczystej dekoracji niedzielnych finałów wzięła udział Sylwia Czeremuga, dyrektor Departamentu Sportu i Upowszechniania Kultury Fizycznej Urzędu Marszałkowskiego, reprezentując Województwo Małopolskie, posiadające tytuł Regionalnego Gospodarza PŚ IFSC 2025.
Wszyscy wygraliśmy na promocji wspinaczki
Miłosz Jodłowski, wiceprezes Polskiego Związku Alpinizmu nie ma wątpliwości, że dwie Polki w czwórce krakowskiego PŚ to bardzo dobry wynik. – Mamy sezon poolimpijski i cześć zawodniczek w naturalny sposób musi odpocząć. Mimo gorąca, dziś czasy biegów były fantastyczne. Indonezja jest w światowym topie, ale Azja nadaje ton dyscyplinie. W Polsce wspinaczka wchodzi do głównego nurtu sportowego. Proszę zobaczyć ilu ludzi wspina się w Polsce. Obliczamy, że jest ich kilkaset tysięcy. Zawody na Rynku Głównym w Krakowie są niesamowitą promocją dyscypliny.
Jodłowski, na co dzień prof. Akademii Kultury Fizycznej w Krakowie, odniósł się też do kuriozalnej dyskwalifikacji Samuela Watsona. 19-latek z USA w sobotnim biegu eliminacyjnym w Krakowie uzyskał fenomenalny czas 4,99 sek. Mając pewny awans, wystartował (choć nie musiał) w drugim podejściu. Brązowy medalista IO z Paryża popełnił wtedy falstart i bez uznania wyniku z pierwszego biegu, został zdyskwalifikowany. – Z punktu widzenia rywalizacji sportowej to fatalna sprawa. Przepisy wynikają z regulacji telewizyjnych. Każdy falstart wydłuża czas relacji. Musimy dostosować się do wymogów IFSC. Było głosowanie na zarządzie federacji, poprawka przeszła, niestety… - wyjaśnił Jodłowski. Wiceprezes PZA odpowiedział także na zarzuty, dotyczące ścianki startowej. - Każda z trzech ścian, aby dostać homologację, musi spełniać określone parametry. Żaden z nich nie dotyczy tarcia. W sobotę niemal wszyscy narzekali na nią, ale dziś nie wpłynęło to na gorsze czasy. Po to są eliminacje. Wszyscy wygraliśmy na krakowskim PŚ. Koledzy z Labo Sport, partnera wydarzenia i IFSC już zapowiadają cztery równoległe tory w następnym roku (umowa na organizację PŚ pod Wawelem opiewa na trzy lata, do 2027 roku). Zobaczyli miasto i fantastycznie reagujących kibiców – zauważył Jodłowski.




















