To właśnie jego kandydatura - pięciokrotnie odrzucana - była przyczyną konfliktu w małopolskich strukturach PiS i kabaretu, serwowanego od maja Małopolanom na sejmikowych sesjach. Nie godziła się na nią frakcja związana z do dziś jeszcze urzędującym marszałkiem Witoldem Kozłowskim, a szerzej - z Beatą Szydło i Andrzejem Adamczykiem. Rozłam zaowocował nawet zawieszeniem kilku członków partii, wśród nich właśnie Kozłowskiego, a także wicemarszałka Józefa Gawrona i prezydenckiego ministra Piotra Ćwika, w prawach członka partii. Rozłam groził albo nowymi wyborami - marszałka trzeba było, zgodnie z ustawą, wybrać do 9 lipca, albo utratą przez PiS władzy w kolejnym sejmiku.
Kaczyński, który osobiście jeździł do Krakowa, lobbując za Kmitą, a następnie wysyłał do „pilnowania” sprawy Ryszarda Terleckiego, musiał się więc poddać, co - znając realia i sposób zarządzania partią przez jej prezesa - wydawało się rzeczą niemożliwą. Nikt z PiS-u oczywiście oficjalnie nie skrytykuje Kaczyńskiego, ani nie przyzna, że to jego porażka, a wystawienie nowego kandydata to przyznanie się do błędu. - Nie można tego absolutnie rozpatrywać w kategorii pomyłki - mówił jeszcze przed sesją, gdy już pojawiła się nieoficjalna informacja o wymianie Kmity na Smółkę, odpowiadając na pytanie dziennikarza TVN, radny wojewódzki i zarazem dyrektor nowotarskiego szpitala Marek Wierzba. - Myślę, że zawsze trzeba szukać rozwiązania, trzeba szukać kompromisu, który prowadzi do celu.
Łukasz Smółka, na którego zgodzili się „buntownicy” to samorządowiec rodem z Krzeszowic, działacz ochotniczych straży pożarnych, były szef gabinetu politycznego byłego ministra infrastruktury i budownictwa Andrzeja Adamczyka, radny Sejmiku, który od listopada 2018 roku pełnił funkcję wicemarszałka Małopolski.
Więcej o czwartkowej sesji, a także o nowym zarządzie województwa - jutro.
Piotr Dobosz




















