Dopiero strata trzeciego gola obudziła Polaków. Zaczęli grać szybciej, agresywniej. Sygnał do zmiany scenariusza dał najmłodszy na boisku Wronka. Popisywał się świetnymi akcjami i dokładnymi zagraniami, po których partnerzy dochodzili do pozycji strzeleckich. Jedno z nich przyniosło nam pierwszą zdobycz bramkową. To dodało naszej drużynie skrzydeł, która mocniej zaatakowała i Kostela zdobył kontaktowego gola. Walka rozgorzała na nowo. Z tej wymiany ciosów (czytaj: akcji ofensywnych) zwycięsko wyszli Estończycy, którzy 8 sekund przed końcem drugiej tercji zdobyli gola. Przy golu „do szatni” kontuzji ramienia nabawił się Pawlik i jego miejsce między słupkami zajął Strażyński.
Czy Polacy są w stanie odrobić dwubramkowa stratę? Czy są w stanie odmienić losy spotkania? To były pytania przed ostatnią odsłoną. Estończycy bardzo mądrze ją grali – szanowali piłeczkę, długo ją rozgrywali, rozciągali grę, zmuszając biało – czerwonych do biegania i tym samym utarty sił. Polacy „próbowali” odmienić losy spotkania, ale na przeszkodzie stał świetnie usposobiony bramkarz Estonii. W końcówce nasz trener rzucił do boju wszystko co miał najlepsze, wycofał też bramkarza. Odniósł połowiczny sukces, bo 8 sekund przed końcową syreną, po zagraniu Wronki, T. Gaicki zdobył gola. Było już zbyt późno, by doprowadzić do wyrównania.
Polska – Estonia 3:4 (0:2, 2:2, 1:0)
Bramki dla biało – czerwonych: Mikulski, Kostela, T. Gaicki.
Polska: Pawlik (39:52 Strażyński) – Dzirudzik, Mikulski, Wronka, T. Gaicki, Chlebda – M. Gaicki, Kasperek, Adamczak, Augustyn, Kostela – Gotkiewicz, Ligas, Antoniak, Lech, Hantsch – Luberda, Heyne, Ossowski. Trener Patric Johansson.
Stefan Leśniowski, Sportowe Podhale



















