Ratownicy od ubiegłego roku otrzymują premie w wysokości 800 zł brutto, które resort zdrowia przyznał im po fali protestów. Pracownicy pogotowia zgodzili się wówczas na połowę oczekiwanej kwoty podwyżki i uzgodnili, że do negocjacji wrócą w tym roku. Teraz oczekują, że dodatki od stycznia wzrosną o 400 zł, a w 2020 r. osiągną poziom 1,6 tys. zł. Domagają się też uregulowania kwestii ich wypłaty. Na wyższe pensje cały czas czekają bowiem niektórzy ratownicy zatrudnieni poza systemem m.in. na izbach przyjęć.
W trakcie rozmów ze związkowcami minister Łukasz Szumowski zapewnił, że przepisy gwarantujące premie wszystkim członkom tej grupy medyków są już gotowe. Obiecał im również 6 dni płatnego urlopu szkoleniowego. Najważniejszy postulat pozostał jednak bez odpowiedzi, a w sprawie podwyżek ratownicy zostali skierowani do resortu finansów.
Pismo z prośbą o pilne spotkanie trafiło już do minister Teresy Czerwińskiej. Jeśli w budżecie nie uda się znaleźć pieniędzy na wzrost ich wypłat, ratownicy zapowiadają zaostrzenie protestu, do którego wrócili na początku sierpnia. Nie wykluczają, że w ramach niego część etatowych pracowników zdecyduje się skorzystać ze zwolnień lekarskich, a kontraktowy personel nie będzie pełnić dodatkowych dyżurów. To w praktyce może doprowadzić do paraliżu systemu.
opr. ab





















