Urzędnicy prezydenta odpierają zarzuty i twierdzą, że od wielu lat działają na rzecz poprawy bezpieczeństwa i zdrowia koni. Wymieniają choćby ograniczenie liczby dni wjazdu dorożek do Rynku Głównego (co drugi dzień) czy liczby przewożonych osób (do czterech). - Treść apelu dyskredytuje i bagatelizuje wszystkie działania wypracowane na przestrzeni lat przez Urząd Miasta Krakowa - twierdzi Tomasz Popiołek, dyrektor wydziału spraw administracyjnych.
Oburzeni są również dorożkarze. - Nie ma konkretnych argumentów na to, żeby koniom w rynku działo się coś złego - twierdzi Sara Partyka, prezes Stowarzyszenia „Dorożki Krakowskie”. - Praca koni w rynku została zaliczona przez specjalistów do lekkiej lub średniej, bo wykonywana jest w terenie płaskim - dodaje.
Twierdzi, że konie nie pracują codziennie. Każdy z dorożkarzy ma więcej niż jedną parę tych zwierząt. - Nawet jeżeli ma cztery konie, to biorąc pod uwagę, że może jeździć co dwa dni, jedna para zwierząt pracuje raz lub dwa w tygodniu - dodaje.
opr. ab























