Do finałowej serii awansował komplet Polaków. Czternasty na półmetku rywalizacji był Maciej Kot (221,5 m), dwudzieste miejsce zajmował Dawid Kubacki (214 m), zaś dwudzieste ósme Piotr Żyła (195 m).
W drugiej serii kibice ponownie obejrzeli festiwal dalekich lotów. Na obiekcie w Vikersund padały rekordy krajowe i życiowe. Byliśmy również świadkami bardzo niebezpiecznego upadku Amerykanina Kevina Bicknera, który w pierwszej serii konkursowej ustanowił rekord USA w długości lotu – 244,5 metra. Ze wstępnych informacji o stanie zdrowia zawodnika wynika, że 20-latek jest mocno poobijany, ale jego życiu i zdrowiu nic nie zagraża.
Wszystkie te informacje zeszły jednak na dalszy plan, bo najlepszy okazał się Kamil Stoch! Polak skoczył 237 m i triumfował z prawie dwudziestopunktową przewagą nad Japończykiem Noriakim Kasai (241,5 m – rekord życiowy) oraz Austriakiem Michaelem Hayboeckiem. Skoczek z Zębu cieszył się także z odrobienia 55 punktów starty w klasyfikacji generalnej PŚ do Stefana Krafta. Dramat Wellingera, który spadł na 18 miejsce, po bardzo krótkim skoku. Kratf też zepsuł skok, tylko 215 m.
Dawid Kubacki poleciał aż 232 metry i w końcu potwierdził, że jest silny również na mamucich obiektach (17 pozycja). Maciej Kot osiągał 221,5 i 221 metrów, ale nie był do końca zadowolony ze swoich prób. Zajął 14 miejsce. Najsłabiej zaprezentował się Piotr Żyła. 30-latek lądował na 195 i 207 metrze co zapewniło mu 23. pozycję.
Stefan Leśniowski, zdj. Regina Korczak-Watycha



















