- Bramka nie powinna być uznana, bo zdobyta została wysokim kijem – uważa Tomasz Kozłowski. - Głupio złapana kara i gra nam się posypała – dodał.
Liczono, że bytomianie będą jeszcze walczyć, ale nie mieli zbyt wielu atutów. Ich rywal był bardziej dojrzały, grał płynnie, krążek rozgrywał swobodnie i dorzucił kolejne gole. Cunik wtargnął do tercji rywala i trafił w przeciwległy róg bramki. W 35 minucie mieliśmy przykład wyższych umiejętności lidera PHL. Zespoły grały w trzyosobowych składach, Kolusz przeprowadził rajd od połowy lodowiska. Żaden rywal nie był w stanie mu przeszkodzić. Zwodem oszukał bramkarza i ulokował „gumę” w bramce.
- Gramy swoje i jesteśmy finale. Musimy podziękować bramkarzowi, który jest w dobrej dyspozycji – powiedział Bartosz Ciura.
Rzeczywiście. Milanik i Kozłowski (w II tercji) mieli doskonałe okazje, by go pokonać, ale pokazał wielką klasę. Tyszanie uśpieni wysokim prowadzeniem, pozwolili się zaskoczyć Krzemieniowi (42 min.). Gol ten sprawił, iż bytomianie dostali wiatr w żagle i w kolejnych minutach mieli jeszcze pięć wyśmienitych okazji (Bordowski – dwa razy, Wanacki, Dikis, Danieluk), by skorygować rezultat. Żigardy zawsze był na posterunku. Tymczasem Semorad opuścił ławkę kar i wykorzystał sytuację sam na sam.
- Obawialiśmy się twardej defensywy bytomian – przyznaje drugi szkoleniowiec GKS, Krzysztof Majkowski. – W lidze Polonia dobrze broniła, trudno było nam w ataku. Odczarowaliśmy nowotarskie lodowisko i jutro pójdziemy za ciosem. Nie ukrywam, że chcielibyśmy trafić w finale na Cracovię, Podhale nam nie leży, ale przeciwnika nie będziemy wybierać.
- Wierzyłem, że potrafimy sprawić niespodziankę. Niestety. Dosyć niefortunnie traciliśmy bramki. Cieszy, że w trzeciej tercji podjęliśmy walkę – przyznał trener Polonii, Tomasz Demkowicz.
- Poszło łatwiej niż myśleliśmy. Nie spodziewałem się że wygramy w tak przekonujących rozmiarach. Dobrze jednak weszliśmy w mecz, przeciwnie niż Polonia, z której z każdym traconym golem uchodziło powietrze – powiedział kapitan Tychów Michał Kotlorz.
- Tychy zawiesiły nam bardzo wysoko poprzeczkę. Nie chcę szukać usprawiedliwień, ale chętnie oglądnę sobie powtórkę sytuacji, w której straciliśmy drugą bramkę, która w moim odczuciu miała wpływ na losy spotkania – kapitan Polonii Sebastian Owczarek.
GKS Tychy – Tempish Polonia Bytom 5:1 (2:0, 2:0, 1:1)
1:0 Górny – Bryk (10:54 w przewadze)
2:0 Komorski – Vitek (18:49)
3:0 Ciura (26:16)
4:0 Kolusz - Górny – Bryk ( 34:19 trzech na trzech)
4:1 Krzemień – Malinik (41:22)
5:1 Semorad (53:53)
Tychy: Żigardy (2); Kubosz – Ciura, Zatko (2) – Kotlorz, Bryk – Górny, Pociecha - Gazda; Jeziorski – Komorski (2) – Vitek, Bepierszcz – Semorad (2) - Kogut, Vozdecky – Kristek – Kolusz, Witecki – Rzeszutko – Bagiński (2). Trener Jirzi Szejba.
Polonia: Landsman (40:00 Raszka); Dikis – Cunik, Wanacki – Augustkalns, Pastryk – Owczarek, Stępień – Działo; Danieluk (4) – Kartoszkin – Bordowski, Salamon (2) – Słodczyk – Kozłowski, Malinik – Krzemień – Kłaczyński, Biezais (2) – Frączek – Wąsiński. Trener Tomasz Demkowicz.
Stefan Leśniowski
Zdjęcia Michał Adamowski





































