W 27 minucie doczekaliśmy się wreszcie bramki. Podhale grając w przewadze wymieniło trzy szybkie podania i Hattunen znalazł lukę między nogami bramkarza JKH.
- Po zdobyciu gola uwierzyliśmy, że łatwo pójdzie. Każdy z nas uważa się za profesjonalistę, więc przez cały mecz powinien grać na sto procent. Mamy kolejną nauczkę - dodawał Jarosław Różański.
Gra Podhala w kolejnych minutach nie uległa zmianie. Sporo chaosu, niedokładnych podań i szarpanej gry było w wykonaniu gospodarzy. Jastrzębianie z klei imponowali grą przed własną bramką i góralom trudno było się przebić. Większość strzałów blokowali, przyjmowali na ciało. Zatrzymywali ostatnie podanie, które miało otworzyć drogę do bramki. Do tego goście wyprowadzali groźne kontry i Jucers nie mógł powiedzieć, że nudził się między słupkami. Kluczowa była 47 minuta. Bryniczka nie trafił z bliska do pustej bramki, poszła kontra i Wróbel doprowadził do wyrównania. Nie dasz, dostaniesz - to powiedzenie sprawdziło się co do joty. Nic wielkiego nie wydarzyło się już regulaminowym czasie gry, lepsze wrażenie sprawiali jednak goście.
Najciekawsze rzeczy działy się w dogrywce. Nim padło rozstrzygniecie jastrzębianie nie wykorzystali trzech sytuacji sam na sam, a Gruszka karnego. Wreszcie Laszkiewicz pokonał Jucersa i kolejny raz okazał się katem górali.
TatrySki Podhale Nowy Targ - JKH GKS Jastrzębie 1:2 D (0:0, 1:0, 0:1; 0:1)
1:0 Hattunen - Jokila - Zapała (26:07 w przewadze)
1:1 Wróbel - Charvat (46:14)
1:2 Laszkiewicz - Peslar (62:48)
Tekst Stefan Leśniowski, zdj. MichałAdamowski





















