– Wynik mógł równie dobrze w drugą stronę. Cabaj wybronił piłkę na 2:0, a potem gospodarze zdobyli bramkę ze spalonego. Różnie mogło być przy stanie 2:0 – potakiwał trener Garbarni, Mirosław Hajdo. – Źle weszliśmy w mecz, po błędzie obrońcy sprokurowaliśmy karnego. Zdołaliśmy się jednak pozbierać.
Przyjezdni w odstępie 35 sekund zdobyli dwa gole. – Przy pierwszej nas rozklepali. Nie mieliśmy nic do powiedzenia. Przy drugiej zabrakło komunikacji – tłumaczy Sebastian Świerzbiński.
Krakowianie poszli za ciosem i jeszcze przed przerwą dorzucili trzecią zdobycz. Tym razem z jedenastki, po zagraniu ręką w polu karnym. Mogli jeszcze zdobyć jedną, a dokładnie Serafin, który z ponad 40 metrów był bliski przelobowania Różalskiego.
W drugiej połowie akcji godnych odnotowania nie było zbyt wiele. Podhale „próbowało” atakować, ale goście świetnie grali w defensywie. Mając pewny rezultat nie za bardzo angażowali się w akcje ofensywne. Niemniej piłkarsko byli zdecydowanie lepsi i dorzucili czwartego gola.
NKP Podhale – Garbarnia Kraków 1:4 (1:3)
Stefan Leśniowski





















